W związku z niedawnymi żartami bagatelizowanymi teraz przez media jednego i drugiego kraju oświadczam, że zarówno Belgom, jak i Niemcom szczerze i z całego serca życzę podobnych katastrof -- też się wtedy pośmieję.

06 kwietnia 2010

Dżizas

Mojej półtorarocznej niuni wpadła ostatnio w ręce kartka świąteczna przedstawiająca wielkanocnego Jezusa. Popatrzyła, pokazała paluszkiem twarz i radośnie zakrzyknęła: "Tata!" Mina taty -- bezcenna.

29 listopada 2009

Kalambur nr $#%^#&

Senatorze, mogę pojeździć se na torze?

30 października 2009

Napalm o poranku

Nie znam zapachu napalmu, ale kiedy szedłem dziś rano przez cmentarz i pośród zapachu płonących zniczy i nawoskowanych nagrobków mój odtwarzacz zaczął mi grać "Napalm in the morning" (by Sodom oczywiście), poczułem się dość... hmmm... ciekawie.

Złapałem w telewizorni kawałek jakiegoś medycznego serialu. Oczywiście szpital, jeden rzucający się w oczy lekarski wymiatacz i same ciekawe przypadki, jeden bardziej nietypowy od drugiego. Można odnieść wrażenie, że w tym szpitalu nie leczy się wyrostków czy powikłań po grypie, ale to co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to lejąca się z każdego dialogu medyczna terminologia. Jakaś defunkcjonalizacja podwzgórza, leki o nazwach przynajmniej ośmiosylabowych, jednostki chorobowe, których nazw nawet na trzeźwo nie da się wymówić bez przygotowania, po prostu gratulacje dla lektora, który musi to wszystko przeczytać bez zająknięcia.

Kogo to kręci? Ja rozumiem, że skoro sam nie oglądam telewizji chyba od kilkunastu lat, powinienem wziąć poprawkę na to, że przez ten czas poziom programów (i widzów) bardzo mocno spadł, ale to jest po prostu śmieszne. Bohaterowie debatujący pół godziny o tym, czy dać zastrzyk i co ma w nim być. Lekarze mówiący do pacjentów szyfrem i pacjenci rozumiejący każde słowo. Coś jak pornografia lub filmy karate: wszystko jest tylko pretekstem do skupienia się na jednym wąskim temacie; obejrzeć jeden film i zna się już cały gatunek.

Zastanawia mnie tylko jeszcze jedna rzecz: jak typowy zjadacz tego serialu rozmawia z lekarzem. Zarzuca mu niewiedzę i dyskutuje o diagnozie, bo w filmie widział coś innego? I jeszcze coś: czy przypadkiem terminologia rzucana widzowi na odlew ma się do rzeczywistości tak samo, jak włamywanie się Emacsem przez Sendmaila?

31 lipca 2009

Kij w mrowisko

Dewiacja pomnożona przez odpowiednio duży i głośny tłum staje się orientacją.

Dziś Trójka przypomniała o jubileuszu Walkmana: 30 lat temu wypuszczono pierwszy egzemplarz. Pan dziennikarz chyba jednak młody jest i nie pamięta sprzętu kasetowego, bo charakteryzując te urządzenia powiedział -- oprócz tego że były niewygodne, długo przewijało się taśmę, baterie starczały na krótko itd -- że często głowica wciągała taśmę. Przepraszam, jaka głowica? Taśma zawijała się wokół wałka napędzającego, czasem tworząc przy tym taką ciekawą harmonijkę. Głowica jest nieruchoma i niczego nie może wciągnąć. No ale prawda, wkręcanie taśm to była zmora.

Swoją drogą, do dziś mam trzy wielkie szuflady kaset, na których jest mnóstwo fajnej muzy, czasem niedostępnej dziś w sieci. Kiedyś muszę nad tym przysiąść i zrzucić co ciekawsze rzeczy na dysk. Nie tylko rzeczy przegrywane od znajomych, ale nagrania z prób czy koncertów (fajnie się dziś słucha, jak człowiek kiedyś zaczynał grać) albo zupełnie archiwalne nagranie, kiedy miałem sześć lat i śpiewałem piosenkę, której nauczyłem się w zerówce (ludzie, to już trzy dekady temu!).

Czasem zdarza mi się tego słuchać. To całkiem inny ceremoniał: przewinąć, znaleźć pożądany utwór, wysłuchać od początku do końca bo po taśmie nie da się tak łatwo skakać od fragmentu do fragmentu.

A na strychu kurzy się szpulowiec marki Aria, którego też długi czas używałem. To było dopiero słuchanie muzyki!

27 czerwca 2009

Prawie

Wypadli zza zakrętu z rykiem silniczków. Któryś z nich zakrzyknął coś falsetem zdradzającym przechodzoną właśnie mutację. Dodali gazu i wszyscy czterej popędzili swoimi skuterkami z oszałamiającą prędkością 40 km/h.

Prawie jak gang motocyklowy...

Małpy cieszą się z obalenia komunizmu. Tylko dlaczego przy okazji nie obaliły komunistów? I jakim cudem małpy tak łatwo dały sobie wmówić, że obalanie komunistów to ZUO, a pociąganie ich do odpowiedzialności SUX?

28 maja 2009

"My first beer"

Dzidzia pierwzsy raz w zyciu spróbowała piany z piwa. Chyba jej posmakowało ;) Stąd się bierze słynna słowiańska odporność na alkohol, hehehe.

Zacząłem jakiś czas temu rozglądać się za ciekawą grą MMORPG utrzymaną w realiach sf/cyberpunk. Nie powiem, nie jest łatwo (albo za słabo szukałem). W mieczach, czarach i smokach można przebierać długo i namiętnie, ale jako wyznawcę DeusEx, niegdysiejszego gracza CP2020 i paru innych ciekawych systemów wybiegających w bardziej lub mniej mroczną przyszłość (przyjemnie wspominam np. jedną czy dwie nocki przegrane w Neuroshimę), sceneria fantasy nie kręci mnie aż tak bardzo. Nie kręci mnie na tyle, żeby chciało mi się zatapiać w taki świat na parę godzin ciężko wyrwanych z życia rodzinnego ;)

Udało mi się w końcu znaleźć Anarchy Online. Nazwa już wcześniej obiła mi się o uszy. Z tego, co poczytałem na oficjalnej stronie gry oraz na polskich stronach i forach, rzecz wygląda zachęcająco.

Na razie zainstalowałem sobie grę i powoli przymierzam się do stworzenia postaci. W praniu wyjdzie, jak mi się rzecz spodoba, jak sobie poradzę z moim bardzo przeciętnym angielskim i w ogóle na ile mnie to wciągnie. Po którymś z rzędu przejściu Deusa i w oczekiwaniu na jego trzecią część brakuje mi chyba nowych wrażeń.

Nie mam najmniejszego zamiaru gasić światła. Tak z wrodzonej przekory i dlatego, że coraz bardziej nie mogę ścierpieć tego zielonego otumanienia. Wymyślili sobie globalne ocieplenie, wymyślili ochronę jakiejś prowincjonalnej rzeczki i mnóstwo innych rzeczy, które tłum łyka, jak dziwka wytrysk.

Z tego, że świat na godzinę pogrąży się w ciemnocie, ups, ciemności, nie wyniknie żadna oszczędność. Elektrownie i tak wyprodukują tyle samo energii; co najwyżej odbiorcy zaoszczędzą kilka groszy, co pewnie pozwoli światu w cudowny sposób wyjść z kryzysu (kolejny totem, przed którym tłum pada na twarz).

Będzie tylko piękny (?) symbol, taki nikomu niepotrzebny. Właśnie wpadł mi w oko komentarz pod newsem zamieszczonym przez Szmatę (GW), który pozwolę sobie zacytować:

Tak mi się skojarzyło...
Autor: nikodem_73 28.03.09, 12:31
- Powiedz mi, po co jest ten miś?
- Właśnie, po co?
- Otóż to. Nikt nie wie po co i nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo!

Wiem, dużo jadu i piany w tym, co napisałem, ale cóż. Fatalny dzień mam dziś i muszę jakoś odreagować.

29 października 2008

Pieprzona pikanteria

Skąd u ludzi taki a nie inny smak? Odkąd pamiętam, uwielbiałem keczup; już jako dziecko potrafiłem wylizać do czysta cały słoiczek. Kiedyś dla eksperymentu zjadłem kawałek surowej chilli. Pamiętam, że piekło, jak jasna cholera, ale na swój sposób podobało mi się to. Kanapki z ogniem, to była moja specjalność. Przepis podam dla potomności:

Posmarować kromkę chleba masłem, następnie rozsmarować grubą warstwę pikantnego keczupu, wierzch dobrze posypać czarnym pieprzem i papryką.

Zawsze też lubiłem ryby, szczególnie morskie. Śledź w occie, ryba po grecku, smażone filety, sałatka rybna, sardynki z puszki, po prostu przysmak. Od jakiegoś czasu stwierdziłem też, że dość mocno zagustowałem w owocach morza. Co jakiś czas można kupić w Biedronce (do której mam szczególnie blisko) tego typu specjały, na których widok moja żona się krzywi, dziwiąc się, jak to można lubić.

No a ja wczoraj pojadłem małże w jakimś tam sosie, dziś rano krewetki z czosnkiem, a wieczorem skusiłem się jeszcze na przyjemnie słone anchovis zawijane z kaparami.

Mmmm, no i skąd u mnie upodobanie do tak wyrazistych i nietypowych smaków?

01 sierpnia 2008

Parę godzin przed W

Znów gadające głowy będą dowodzić, jakiej to potwornej zbrodni dokonano na polskim narodzie. Oczywiście to nie Niemcy jej dokonali, tylko my sami, wyrodne dzieci tego kraju! Gdyby nie zryw powstańców, żaden Niemiec nie zastrzeliłby Polaka w imię wyższości rasy, nastałby pokój i szczęśliwość powszechna.

Tak, to ci sami, którzy potępiają zabitych w PRL, powstańców warszawskich, styczniowych, listopadowych, a pewnie przy okazji obrońców Westerplatte, żołnierzy poległych pod Wizną, powstańców w getcie warszawskim i wszystkich innych, których główną winą jest to, że przegrali. Po co było się wychylać? Nie lepiej wzorem Francuzów oddawać wszystko bez walki i ocalić dupy?

Dlaczego pięknym symbolem walki aż do końca są tylko Spartanie z termopilskiego wąwozu? Bo to było tak dawno, że opadły już emocje? Bo to starożytność prawie mityczna, jak wojna trojańska?

Kiedy będę dziś wychodził z pracy i zawyją syreny, zatrzymam się na chwilę. Wybieramy się z żoną na obiad gdzieś na mieście, więc postoimy chwilę i popatrzymy na innych: tych, którzy będą się spieszyć i tych, którzy też przystaną. Na młodzież i dorosłych. Mam już 35 lat i trudno mi w tym wieku nazywać się młodzieżą, pomimo ciągłego poczucia bycia młodym -- jednak czuję, że jestem jednym z tych młodych, którzy nie zapomnieli wydarzeń sprzed lat; że to nie tylko ludzie w podeszłym wieku obchodzą rocznicę Powstania.

Tak się od bardzo dawna zastanawiam: jak ważnym elementem ekosystemu są komary, kleszcze, czy takie na przykłąd osy? Czy są czyimś głównym wrogiem, czy może głównym pożywieniem? Komary mnie denerwują (jak pewnie każdego), kleszcze mogą być niebezpieczne, natomiast do os mam awersję prawie paniczną: jeśli jakaś zjawi się w pobliżu (szczególnie w pomieszczeniu), nie spocznę, zanim nie wyekspediuję jej gdzieś daleko, za okno, a najlepiej na tamten świat.

Ludzkość rozprawiła się z czarną ospą, teraz próbuje pogrzebać AIDS, więc może warto przy okazji spojrzeć na nieco większe istoty. Już pal sześć te osy, bo to moje własne uprzedzenie (zwłaszcza ostatnio, kiedy jedna dziabnęła moją piękność, prawie w brzemienny brzuch), ale po komarach i kleszczach raczej płakać nie będę.

Wielki bulwers o fotomontaże na okładkach dwóch polskich brukowców. Niemcy w szoku, że polaczki śmiały ich tak obrazić, ktoś tam domaga się przeprosin, trener bije się w pierś, dziennikarze posypują łby popiołem. Tylko kiedy niemiecki brukowiec wyzwał naszego prezydenta od kartofli, to samo towarzystwo wołało, że nie ma o co się obrażać, bo taka jest estetyka brukowców i kto się obrazi ten jest dupa i nie zna się na żartach. .

Ironiczny jest w tym wszystkim fakt (nomen omen), że wydawcą "Faktu" jest koncern należący do Niemców -- czyli de facto sami siebie mają przeprosić za wybryk polskich dziennikarzy (ale mi się tych faktów zebrało w zdaniu!).

Nie przemawia do mnie bajdurzenie o europejskiej przyjaźni i jedności; o tym, że pieprzyć zaszłości historyczne, bo teraz jesteśmy przyjaciółmi w jednej Unii. Miałem okazję poznać Niemców, którzy przeczą stereotypowi wzajemnej wrogości, ale dla mnie i tak nic nie przekreśli ponad tysiąca lat nienawiści i tego, co dzieje się dziś, a co tak wielu ludzi stara się marginalizować: działań Związku Wypędzonych, stanowiska niemieckich faszystów wobec naszego kraju, gazociągu między Niemcami a Rosją i całej antypolskiej propagandy w mediach. Nasze kraje nigdy się nie zaprzyjaźnią, a ja i tak mam gdzieś udawaną przyjaźń z faszystami, którzy nas opluwają.

H.. wam w oko -- bo wnosząc po paradach równości, w dupę mogłoby wam być przyjemnie.

Tak w nawiązaniu do poprzedniego wpisu, przypomniała mi się mała zabawa słowotwórcza sprzed paru lat (reszta u mnie, bo na głównej i tak cenzor wszystko poszatkuje):

Przypierdolił się i zaczął mnie opierdalać. Mówię mu "spierdalaj", ale on to popierdolił. No to pierdolnąłem mu, aż się wypierdolił. Chyba coś sobie rozpierdolił ale pierdolę to. Zapierdoliłem mu portfel i spierdoliłem. No i huj.

25 maja 2008

Co dalej?

"Super Express" pisze, że MON wydaje pieniądze na pierdoły. W Trójce jakiś artysta mówi, że w pizdę może patrzeć jak w tęczę. Gdzie te czasy, kiedy język mediów był elegancki i tak różny od potocznej polszczyzny? Tylko czekam, kiedy telewizja poda, że jakiś biznesmen zajebał kasę i spierdolił za granicę.

04 kwietnia 2008

Chore...

klik
Bogowie, zatrzymajcie ten świat -- ja wysiadam...

14 marca 2008

Refleksja

Jeśli sprzeciwię się używaniu szlifierki kątowej do otwierania konserw, to czy wyjdę na wroga nowoczesności tkwiącego w dziewiętnastym wieku?

21 lutego 2008

Kolejna siekiera

Jakoś tak wyszło, że od pewnego czasu odzywam się głównie pod wpływem rzeczy powodujących, że otwiera mi się w kieszeni siekiera. Niech więc i teraz tak będzie.

Dzisiejsza "Myśl dnia" w Trójce. Jakaś mądra Pani uczenie dowodzi, że kto jak kto, ale Polska, która tyle wycierpiała od zaborców i uwolniła się spod panowania CCCP, powinna dać przykład Europie i pierwsza uznać niepodległość Kosowa.

Nie ma sprawy, przyznam jej rację -- jak tylko ktoś mi przedstawi tysiącletnią historię narodu kosowskiego, zmagania Kosowian z zaborczymi Serbami, którzy niszczyli język kosowski, no i oczywiście bogatą literaturę w tymże języku, dzieła sztuki i całe pozostałe bogactwo kosowskiej kultury.

Aha -- i oczywiście kosowską flagę i godło.

Ostatnio w pracy męczymy radio Paradise. Jeden fajny numer za drugim -- i nagle coś dziwnie znajomego. Sprawdzam: Thomas Newman: "Still dead". Fajnie, jeszcze zapytać wujka Google'a, skąd to jest. Klepię thomas newman still dead, zaznaczam, żeby szukał w języku polskim i już mam: oczywiście "American Beauty". Przerzuciłem jeszcze do drugiej strony wyników, żeby zobaczyć, czy może coś ciekawego wyskoczy, no i intuicja mnie nie zawiodła: drugi wynik od góry (przynajmniej u mnie tak było). Dawno nie pobeczałem się tak ze śmiechu. Rotfl'n'lol na całego!

"Gdyby dziś ktoś wynalazł koło, bez reklamy i promocji mógłby je co najwyżej poturlać po swoim podwórku" (Andrzej Poniedzielski)

Jakież to prawdziwe, co?

22 października 2007

Hip-hip, hurrraaaa!

Dziś Tytus de Zoo obchodzi pięćdziesiąte urodziny. Z tej okazji sto lat sto lat niech żyje żyje nam, a Papcio Chmiel przynajmniej dwieście, bo do setki już mu niewiele brakuje.

Myślę, myślę i wymyśliłem bezmyślnik ~
Stawiać się go będzie przed każdym zdaniem nie mającym sensu.
(z rozmyślań Tytusa w księdze bodajże XII)

Bruksela zabroniła nam połowu dorsza, bo niby zagrożony wyginięciem. Tzn. nie tyle nam, co na wschodnim Bałtyku, ale na to samo wychodzi. Teraz czekam na decyzję Moskwy, tfu, Brukseli, o zakazie przemieszczania się dorszy ze wschodniego na zachodni Bałtyk, bo zagraża to ich życiu.

25 sierpnia 2007

Miasto budzi się

Fajnie usłyszeć to w taksówce o północy, kiedy suwalska ulica Kościuszki rzeczywiście budzi się do życia. Ironicznie, że już wracałem do domu. No i ciągle pamiętam, jak Kukiz śpiewał to na augustowskim Rynku. W sumie fajny numer i fajny klimat, nawet podczas powrotu.

Dawno nie bałem się na horrorze. Dawno nie śmiałem się na kabarecie. Ostatnio ojciec -- zagorzały zwolennik SLD (za komuny oczywiście wychwalał Solidarność) -- podzielił się wrażeniami z jakiegoś tam kabaretonu czy czegoś takiego: "Fajnie było: wszyscy jechali po kaczorach". Hmmm, kiedyś kolega z pracy cieszył się na sobotnią imprezę u jakiegoś znajomego. W poniedziałek, zapytany o to, czy się udała, odrzekł lakonicznie: "Fajnie było, wszyscy rzygali".

Wódzia – napój z rodziny natural haj, niezbędny do życia i prawidłowego funkcjonowania dla ludzi z Polski, Rosji, Słowacji, Czech, Finlandii i innych ludów z lasu. U mieszkańców tych regionów stanowi minimum 40% masy ciała, dzięki czemu nigdy nie zamarzają.

W krajach tych spożycie na jednego człowieka wynosi 700 litrów rocznie bez popitki. W większych dawkach wywołuje olśnienia, oślinienia, jak również może załączyć się generowanie fraktali. Często w pobliżu ludzi uzupełniających zawartość wódki w organizmie pojawiają się pawie.

13 kwietnia 2007

Rozwiązać policję

Nie rozumiem, po co nam takie służby. Jedyne, czym się zajmują, to zatruwanie życia domniemanym szefom gangów, łapaniem niewinnych ludzi (prokurator ich wypuszcza na wolność, więc chyba są niewinni, co?), ewentualnie biciem spokojnych żuli, którzy tylko chcą obalić flachę pod sklepem i coś zdemolować.

Oczywiście za cholerę nie dawać im broni, bo jeszcze zechcą jej użyć. Zastrzeli taki człowieka, który sobie okradał sklep i tylko chciał uciec, żadnego mordercę, tylko zwykłego złodzieja, i co?

Mamy przecież demokratyczne państwo i ludzie nie powinni bać się policji. Trzeba ją jak najszybciej rozwiązać. Żadnego policjanta na ulicy, żeby w końcu człowiek nie bał się nocą przejść przez osiedle .Żadnego munduru na stadionie, bo ich obecność tylko prowokuje kibiców sportowych. Żadnych patroli z radarami, bo jak się człowiek spieszy, to chyba wolno mu jechać trochę szybciej.

Precz z państwem policyjnym! Chawudepe!

Przypadkiem trafiłem na całkiem ciekawą grę. Zwie się toto Cube (zbieżność z tytułem filmu chyba przypadkowa). Prawda, w porównaniu z kosztownymi strzelankami tworzonymi pod najnowszy sprzęt, wypada nało efektownie -- ale autorom udało się stworzyć niezły silnik, mały (instalka podstawowej wersji ma ok. 30 MB), a przy tym wydajny, no i za darmo. Idealna rzecz na doraźne zabicie czasu, kiedy nie ma nic ciekawszego do roboty.
Hmmm, tak w ogóle, to ostatnie dni obfitują w zaskakujące odkrycia, bo na dodatek dziś dowiedziałem się że IE jest cudowną przeglądarką, która poradzi sobie z najbardziej-byle-jak napisaną stroną, podczas gdy Firefox nie do końca trzyma się standardów i niektórych rzeczy nie potrafi wyświetlić. Aha, i że CSS jest jeszcze w powijakach, więc nie ma się co przejmować, że IE coś tam źle interpretuje, bo z samym hateemelem radzi sobie rewelacyjnie.
Ukoronowaniem wszystkiego był SMS od kumpeli, która spieszyła mi donieść, że jeden z jej znajomych zobaczył mnie na jakimś zdjęciu i stwierdził, że mam coś koło osiemnastu lat (a tu chrystusowe już za mną; jeszcze zostały mi piękne fotki z ukrzyżowania, jakie zorganizowali mi pomysłowi koledzy). Może i to przesada, tym bardziej że od jakiegoś roku chodzę wspaniale zarośnięty, ale gość pobił wszystkich, którzy zaniżają mi wiek. Czyżby tanie wina mnie tak zakonserwowały? Jeszcze brakuje, żeby w sklepie zapytano mnie o dokument, ale aż tak nie będę sobie schlebiał.
Wesoły dzień nam dziś nastał.