W związku z niedawnymi żartami bagatelizowanymi teraz przez media jednego i drugiego kraju oświadczam, że zarówno Belgom, jak i Niemcom szczerze i z całego serca życzę podobnych katastrof -- też się wtedy pośmieję.

Jaka według ciebie jest granica nastawiania dupy Ruskim? Moment kiedy jądra się oprą? Czy ten, kiedy tuż przez końcem wyjmą i pozwolą ci połknąć?

Małpy cieszą się z obalenia komunizmu. Tylko dlaczego przy okazji nie obaliły komunistów? I jakim cudem małpy tak łatwo dały sobie wmówić, że obalanie komunistów to ZUO, a pociąganie ich do odpowiedzialności SUX?

Czym się różnią protestujący związkowcy od protestujących pielęgniarek? One protestowały przeciw wyzyskowi, oni są zadymiarzami. One budziły sympatię, oni są ogólnie nielubiani. One blokowały i okupowały słusznie, oni nie. Czyżby chodziło o to, przeciw której stronie protestują? Może o to, kto ma za sobą, a kto przeciw sobie opiniotwórcze media? Policja wysłana przeciw pielęgniarkom budziła oburzenie, policja rozpędzająca związkowców słusznie tłumi awanturę.

Ni cholery nie mogę tego pojąć... To znaczy mogę, ale aż się boję mówić głośno, bo jeszcze ten i ów dopatrzy się w tym jakiejś spiskowej praktyki dziejów.

02 maja 2009

Czepialstwo

Nie wiem, czy tylko ja to zauważyłem, ale Prezydent i jego ugrupowanie od samego początku spotykają się ze zmasowaną krytyką, jaka wcześniej nie dotknęła nikogo w tym kraju. Czepiają się ich o wszystko: co człowiek powiedział, dlaczego powiedział, dlaczego milczał, co założył, ile ma wzrostu, jaką ma żonę, jak trzymał ręce podczas rozmowy, dlaczego wstał, dlaczego usiadł -- aż do wyrzygania.

Ostatnio kraj obiegła afera SMS-owa. Kaczor śmiał rozesłać SMS do obywateli, a przecież oni sobie tego nie życzą. Na jakimś portalu ktoś radzi, jak można zablokować otrzymanie tego SMSa, w radiu ktoś inny pyta, za czyje to pieniądze, bo jeśli z podatków, to on sobie nie życzy, aby takie akcje opłacano z jego pieniędzy. Histeria, pogwałcenie wolności i największa spam-afera od czasów Rebeki, w której malutkim ciele lekarze wykryli raka.

Kiedy sześć lat temu odbywało się referendum akcesyjne, wszyscy dostawali SMSy przypominające o głosowaniu. Jednego dostałem w piątek ("już jutro głosowanie..."), a potem po kilka sztuk w sobotę i niedzielę ("przypominamy że..."). Też nie miałem zamiaru tego czytać, a jakoś nikt z tego nie zrobił afery. Ot, paru odszczepieńców podniosło głos, a przecież to taka doniosła rzecz.

Ogólnie widzę, że ktoś w tym chorym kraju stosuje podwójne standardy. Kiedy PiS upublicznił spot pokazujący kilka rządowych przekrętów, dowiedzieliśmy się, że partia WRACA do agresywnej i negatywnej kampanii. Przepraszam, dlaczego wraca? Aha, przecież podczas ostatniej kampanii parlamentarnej wieszali te billboardy z wielkimi słowami "Kłamstwa", "oszczerstwa" i coś tam jeszcze, oraz tekstem "rządzi PiS a Polakom wstyd". A, przepraszam, to chyba PO wieszała. Trudno zgadnąć, bo przecież nie podpisali się na nich.

Kiedy po aferze z pracą Zyzaka ktoś z IPN (nie pomnę już nazwiska) musiał ustąpić ze stanowiska i dostał inne, mniej eksponowane, podniósł się krzyk że to nie rozwiązuje sprawy i jest oszustwem. Zaraz, zaraz: a kiedy Palikot za swoje wypowiedzi stracił stanowisko przewodniczącego komisji "Przyjazne Państwo" i zaraz został jej wiceprzewodniczącym, to jak to nazwać? Co to w ogóle za obyczaj, że nie ponosi konsekwencji człowiek pomawiający politycznych przeciwników o prostytucję czy alkoholizm? Aha, on przecież ma rację i jest ulubieńcem tłumów, a poza tym ma kasę.

Mało kto dziś pamięta, że kiedy PiS wygrał wybory parlamentarne, zaproponował PO koalicję, tylko Tusk się wtedy wypiął. Łatwiej mu widać było podgrzewać przez kolejne dwa lata nienawiść, a potem wziąć wszystko. Mało kto zwraca uwagę, że pakt z Lepperem i Giertychem był efektem owego wypięcia się, bo z kimś trzeba było koalicję stworzyć, skoro główny koalicjant nagle złamał przedwyborcze deklaracje o wspólnym rządzeniu.

Teraz czekam na prezydenckiego SMSa. Prawdopodobnie nie dostanę go, bo rzecz dotyczy tylko dwóch sieci, w których akurat nie mam telefonu. A co będzie, jeśli głośno zaprotestuję przeciwko pomijaniu mnie w tej akcji?

Tak sobie przeglądam różne różności na Wikipedii i znalazłem takie coś. Tym, którzy wciąż usilnie bronią panów Jaruzelskiego, Kiszczaka i spółki polecam szczególnie lekturę listy poniżej. Daje do myślenia.

Po co to całe rozdzieranie szat, krzyk na cały świat o łamaniu praw i o chińskiej agresji? Niech Tybetańczycy po prostu proklamują niepodległość swego kraju, a cały świat go uzna, bez pytania Chin o zdanie. Skoro tak uczyniono w najnowszym europejskim kraikiem, śmiesznym i pokracznym, bez własnej tożsamości, języka i dziedzictwa kulturowego, to chyba tym bardziej można się spodziewać, że wielcy i mali uznają kraj ze wszech miar zasługujący na niepodległość, a Chińczycy bez dyskusji przekażą włądzę Tybetańczykom.

12 grudnia 2007

Żółć

Nigdy nie zrozumiem tego narodu. Wczoraj, podczas dość ognistej dyskusji z teściową dowiedziałem się, że AK-owcy byli zwykłymi rabusiami kradnącymi po wioskach kury (wspomnienia jej rodziców jakoby, wraz z rozwinięciem skrótu AK jako "a kury, a kaczki"), a jeśli już walczyli, to gdzieś na krańcach świata, w jakiejś Afryce czy Włoszech, zamiast tu ginąć za ojczyznę. Polski rząd emigracyjny, to też banda tchórzy, którzy uciekli przed Niemcami do Londynu, zamiast brać przykład z bohaterskiego prezydenta Warszawy i dać się zabić -- czyli wszystko to, czym karmiła kilka pokoleń komunistyczna propaganda. Za komuny w ogóle było bardzo dobrze, bo każdy miał pracę i mieszkanie, władza drogi budowała, żarcia na kartki wszystkim starczało, a jeśli ktoś nie podskakiwał, to i ze strony władzy nic mu nie groziło. Tak w ogóle, to nie był to ani trochę zbrodniczy ustrój, bo co to znaczy tych kilkanaście osób, które raz czy drugi zostały gdzieś zastrzelone czy zatłuczone (jej własne słowa)? Wszak powszechnie wiadomo, że jedynymi ofiarami komunizmu jest parunastu górników plus Stanisław Pyjas, Grzegorz Przemyk i jeden ksiądz. Ich wina, było nie podskakiwać.

Nie rozumiem i nie zrozumiem narodu, który tak łatwo dał sobie wmówić, że wtedy było lepiej, że przecież u nas nie było żadnego komunizmu, bo komunizm to był w CCCP, Korei i na Kubie, a u nas co najwyżej dobrotliwy socjalizm. Nie potrafię pojąć, jak można nagle zacząć wyrażać pogląd, jakoby zbrodniarze i ich wspólnicy nie zasługiwali na karę, czy choćby na odsunięcie od jakiegokolwiek wpływu na obecny kształt kraju. Oto były komunistyczny minister sportu zostaje głową państwa, byli wysocy urzędnicy PZPR stają się premierami, a cały naród, jak jeden mąż, mówi że nie można wciąż tylko rozliczać, bo czas spojrzeć w przyszłość. Budować czysty kraj z gównem przylepionym do butów, bo ile to razy można wycierać?

Kosmicznym zdziwieniem napawa mnie wreszcie to, jak wszyscy po kolei ulegali propagandzie klęski przez ostatnie dwa lata. Stanowcza polityka zagraniczna dla każdego była upartym zacietrzewieniem, wzrost gospodarczy upadkiem, masową emigrację spowodowały rządy PiS-u, bo przecież wszyscy uciekali przed Kaczyńskimi (ups, przepraszam, Kaczorami, bo tak się ich wszędzie nazywa). Na dodatek media nie uprawiały żadnej kampanii anty- tym bardziej że rząd kontrolował wszystko na faszystowsko-komunistyczną modłę, tłamsząc bezlitośnie każdy sprzeciw. Opozycja prezentowała na Zachodzie wizerunek Polski jako kraju komunistycznego bez mała reżimu. Ech, policjant nakrył złodzieja na gorącym uczynku, a ten chwyta go za rękę i krzyczy "łapać złodzieja" -- tak to dla mnie wygląda. Z pełną świadomością wagi moich słów mówię też: przyprawianie nam wobec Europy gęby kraju rządzonego przez totalitarny reżim jest zdradą stanu i jako zdrada stanu powinno być osądzone.

Jutro kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Znów będę się dowiadywał, że Jaruzelski jest bohaterem, bo uratował nas przed radziecką interwencją. Znów usłyszę, że "za konuny" było lepiej i tylko ta głupia Solidarność wszystko popsuła. Pytam więc (ironicznie, żeby nie było wątpliwości): skoro tak było cudownie, to na jaką cholerę obalaliście tak wspaniały ustrój?

Bruksela zabroniła nam połowu dorsza, bo niby zagrożony wyginięciem. Tzn. nie tyle nam, co na wschodnim Bałtyku, ale na to samo wychodzi. Teraz czekam na decyzję Moskwy, tfu, Brukseli, o zakazie przemieszczania się dorszy ze wschodniego na zachodni Bałtyk, bo zagraża to ich życiu.

Dawno nie bałem się na horrorze. Dawno nie śmiałem się na kabarecie. Ostatnio ojciec -- zagorzały zwolennik SLD (za komuny oczywiście wychwalał Solidarność) -- podzielił się wrażeniami z jakiegoś tam kabaretonu czy czegoś takiego: "Fajnie było: wszyscy jechali po kaczorach". Hmmm, kiedyś kolega z pracy cieszył się na sobotnią imprezę u jakiegoś znajomego. W poniedziałek, zapytany o to, czy się udała, odrzekł lakonicznie: "Fajnie było, wszyscy rzygali".

11 lipca 2007

A tak sobie

Według sondaży Ziemia jest płaska, a Słońce krąży wokół niej. Według statystyk ja i mój pies mamy po trzy nogi.

14 czerwca 2007

Uroczy są

"Wybiórcza" dumnie podaje wiadomość o "czarnej liście zespołów satanistycznych"

Indeks tworzy Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami. Znajdą się w nim muzycy, którzy według komitetu propagują satanizm. - Do tej pory nie było jasne, który zespół propaguje takie treści, i przez to władze nieświadomie zezwalały na organizowanie ich koncertów i szerzenie niebezpiecznych treści. Postanowiliśmy dać im pomoc - tłumaczy Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami.

Cały naród szlag trafia, bo "pisiory z kaczystanu" wymyślają coraz większe głupoty zamiast zająć się czymś pożytecznym. Oczywiście autor skrzętnie pomija takie dwa drobiazgi, jak fakt, że ludzie rzeczywiście walczący z sekciarstwem już dawno odcięli się od działalności wspomnianego Komitetu Obrony Przed Sektami, a sprawca całego zamieszania i owszem, jest politykiem, ale Unii Pracy, czyli partii chyba mało prawicowej.

Tak czy owak, manipulacja dziennikarska rządzi.

Ot, co
Ale nie traćmy nadziei. Zawsze można powiedziać, że media kłamią, dane są zmanipulowanie, czy cokolwiek w tym stylu. A kiedy argumentów zabraknie, można sięgnąć do modnego ostatnio hasełka o krwi na rękach IV RP. Że nie pasuje? I co z tego; przecież tak fajnie jest ponarzekać.

Scenariusz pierwszy:

Współpracowałem kiedyś z bezpieką. Taki grzech młodości. Przez moje donosy paru kolegów poleciało z pracy, jeden trochę siedział, kilku dostało pałami od milicji. Dziś mam jakoś ułożone życie i nie chcę wracać myślami do tamtych czasów. Nie chciałbym też, żeby ktoś z sąsiadów dowiedział się, kim byłem. Wolę pozostać dla nich kimś zwyczajnym. Jeśli teraz uda im się zajrzeć do mojej teczki, cały spokój weźmie w łeb.

Scenariusz drugi

Współpracowałem kiedyś z bezpieką. Do dziś pozostało mi trochę znajomości z tych czasów: tu właściciel przedsiębiorstwa, tam jakiś urzędnik, jest nawet jeden lokalny polityk, którego teczka się spaliła, więc IPN może mu teraz skoczyć. Myślę o startowaniu w najbliższych wyborach. Koledzy mają całkiem niezłe plany na interes, gdybym mógł im to i owo ułatwić. Podobno kiedy palono teczki, moja też poszła z dymem, ale cholera wie, czy na pewno. A jak się okaże, że gdzieś tam leży? Czekam, kiedy wszystko będzie publicznie dostępne, bo w końcu się przekonam.

Dlatego właśnie uważam, że ujawnienie wszystkich teczek jest szkodliwe.

Działania biednych "wygnańców" jako żywo przypominają mi roszczenia rodaków Jezusa. Oddajcie, to nasze z dziada pradziada! To nasze germańskie kresy! Zabraliście nam nasz Stettin, Breslau, Danzig, pewnie nawet Warschau i co tam jeszcze (jak jest Wilno i Lwów po niemiecku?). A potem będą mówić "Wasze ulice, nasze kamienice", a nasze wnuki dowiedzą się, że ich prapradziadowie zorganizowali w komorach gazowych holocaust biednego narodu niemieckiego. Normalnie siekiera się w kieszeni otwiera.

Minister indoktrynacji narodowej chce załatwić maturę dwóm rocznikom uczniów i mówi, że jest to "obligatoryjna konieczność". Racja, panie ministrze: trzeba i należy zrobić tak w ten sposób, bo ponieważ każdemu i wszystkim jest niezbędnie potrzebny maturalny egzamin dojrzałości.

Włączam telewizor -- Solidarność. Otwieram gazetę -- Solidarność. Słucham radia -- Solidarność. Aż strach otworzyć lodówkę. No i ten cudownie polski akcent, przypominający że rzecz nie mogłaby się zdarzyć w żadnym innym kraju na świecie: legenda tamtych lat, Andrzej Gwiazda, organizuje alternatywne obchody rocznicy, nazywając Wałęsę zdrajcą i mówiąc "Prędzej uścisnąłbym rękę Kiszczakowi niż Wałęsie". A polskiego bagienka ciąg dalszy jeszcze nastąpi, tym razem rzecz będzie z mojego podwórka -- tylko muszę znaleźć nieco więcej czasu.

Znów strzeliło w Londynie. Powiem tak:
Gówno mnie obchodzi, jeśli ktoś mówi że w interwencji w Iraku chodzi tylko o ropę. Gówno mnie obchodzą stwierdzenia, że Bush kończy to, co zaczął jego ojciec. Wielkie gówno obchodzą mnie ci, którzy twierdzą że Ameryce należały się zamachy z 11. września, bo ten naród czuł się zbyt pewnie i nareszcie też zaczął się bać. Również gówno mnie obchodzi pacyfizm, marsze antywojenne, protesty dobrej młodzieży i obrona mniejszości arabskiej, bo niby oni nie odpowiadają za czyny garstki terrorystów (dla wyjaśnienia: właśnie dowiedziałem się, że wśród mieszkańców arabskich dzielnic Londynu pojawił się nowy typ bohatera: koleś podkładający bomby). W końcu gówno mnie obchodzą idioci twierdzący, że islam jest religią miłości, a TO są czyny grupy fanatyków. Proszę bardzo::

"Lecz Bóg zapragnął, by spełniły się Jego obietnice i żeby wszyscy niewierni do ostatniego zostali wycięci w pień. (...) Tnijcie po szyjach, tnijcie po palcach. Dlatego że odłączyli się od Boga i Jego Wysłannika. Kto zaś odłącza się od Boga i Jego Wysłannika, na tego Bóg zsyła straszną karę. (...)To nie wy ich zabiliście, lecz zabił ich Bóg. Gdy strzelałeś z łuku, to nie ty strzelałeś, lecz Bóg strzelał. (...) Zwalczajcie ich tak długo, dopóki nie położycie kresu oszustwom, dopóki wszyscy nie uwierzą w Boga. (...)"

No i na koniec gówno mnie obchodzą posądzenia o rasizm, faszyzm i ksenofobię. Tak, jestem rasistą, faszystą i ksenofobem, bo jestem za tym, żeby całą arabską mniejszość złapać za pysk i wypieprzyć z Europy do ich ojczystych krajów, a potem otoczyć te kraje kordonem, żeby przypadkiem nikt nie wymknął się na zewnątrz. Ciekawe, ile jeszcze bomb musi wybuchnąć, żeby inni też to zrozumieli.

Wiadomości w Trójce. Europarlament zaapelował o "spójną politykę państw Unii wobec Rosji". Mniejsza o słuszność tej europolityki, z którą akurat częściowo się zgadzam; chodzi raczej o to, że ktoś zaczyna narzucać nam eurodecyzje. Ależ nie, to przecież tylko apel -- ale już widzę, co się stanie, jeśli go zlekceważymy.
Kiedy dwa lata temu w euroreferendum zagłosowałem na "nie", niektórzy patrzyli na mnie jak na jakiegoś giertycha. Za to rok później, gdy w eurotelewizji euroentuzjaści świętowali eurowstąpienie, a ja przyznałem sie do mojego eurosceptycyzmu na ubiegłorocznym euroreferendum, usłyszałem: "Akurat! Teraz każdy tak mówi". Dziś z kolei wszyscy jakoś się przyzwyczajają. Za jakiś czas okażę się odmieńcem, jedynym będącym uparcie przeciw. "Perz" Tomasza Jastruna się przypomina, dziwnie aktualny:

Mniejsze zło rośnie
A kiedy już pokryje
Pole na wzgórzu
I wolną wolę w dolinie
Któż wtedy ośmieli sie powiedzieć
Że dokonano złego wyboru

Mówcie co chcecie, ja nie chcę pewnego dnia obudzić sie w Europolsce rządzonej przez eurosocjalistów, którzy jeżdzą do Brukseli po eurowskazówki, bo tak stanowi eurokonstytucja. I nie chcę używać kiedyś takiego głupiego eurojęzyka, gdzie do każdego słowa można dopasować europrzedrostek, którego obecność wymusza odpowiednie wartościowanie i zwalnia z samodzielnego myślenia. A poza tym nigdy specjalnie nie lubiłem niebieskiego koloru.

Tak, wiem że Maleńczuk nienawidzi Niemców, ja zresztą też -- ale ciekawe rzeczy ostatnio dzieją się wokół wielkiego wschodniego brata. Aż chciałoby się powiedzieć: "Aleksandr Kwaśniewskij -- zostań w ojczyźnie; nie musisz juz tutaj wracać". Odmówiliśmy sobie radochy z powiedzenia "nie" komuś możnemu. Malutka Litwa potrafiła to zrobić -- a my podwinęlismy ogon. Może czas zacząć uczyć się litewskiego i wyjechać do tego pięknego kraju -- tak na stałe? Ciekawe, jak jest "nie" po litewsku.